To moja następna notka. Życzę miłego czytania ^_^
(FUGAKU)
Zatrzymał się chcąc zobaczyć czy to wróg. Dokładnie oglądał, po chwili podbiegł do niego. Tym kimś był... Itachi.
-Coś się stało?- zapytał niczego nie świadomy.
-Cały nasz klan... został zabity.
Nie mógł w to uwierzyć. w jego oczach widać było zdziwienie.
-Co z Sasuke, mamą i Yuki?- zapytał szybko.
-Sasuke i Mikoto żyją, ale...- nie mógł powiedzieć prawdy, więc musiał skłamać- twoją siostrę zabili.- czułem ukłucie w sercu, nie chciałem okłamywać własnego syna, ale nie mogłem postąpić inaczej.
-Rozumiem.- powiedział smutno.
(ITACHI)
Biegłem szybko, nie patrzyłem na boki, nie chciałem zobaczyć jak ciała członków mojej rodziny leżą bezwładnie na ziemi. Parę łez popłynęło mi po policzkach. Gdy dobiegłem od razu skierowałem się do pokoju Sasuke w nadziei, że tam właśnie go spotkam. Nie myliłem się. Uspokoiłem się patrząc na moją matkę przy łóżeczku brata. Podbiegłem do rodziny i przytuliłem jedyną kobietę z klanu Uchiha. Zaczęła płakać.
-Kto to zrobił?- zapytałem spokojnie.
-Nie wiem. -mówiła przez łzy.
Rano ANBU robiło śledztwo. Nie powiedzieli o Yuki. Zabezpieczyli pole zbrodni. Nie znaleźli wielu dowodów, więc nie wiedzieli kto popełnił zbrodnię. Niedługo potem zrobili pogrzeb.
W tym samym czasie klan Sakebi świętował zdobycie demona i najsilniejszego Kekkei Genkai. Zdecydowali, że jak dorośnie i będzie się słuchać to przeżyje , jak nie to zabiją ją, wyłupią oczy i wyciągną demona.
Posiadłość Sakebi'ch znajdowało się głęboko w lesie, więc nikt przy nich nie chodził. Tylko nieliczni, oprócz ludzi z klanu wiedzieli jak dojść. Wioska liścia jest ich rodzinną wioską, opuścili ją jako zdrajcy, woleli zdobyć potęgę i odseparować się od świata. Oczywiście nie wszyscy mieli takie same zdanie na ten temat, ale musieli się podporządkować albo czekała ich śmierć. Wszyscy oprócz Keibatsu i Tsubame uważali ją za broń i popychadło. Byli jej przyjaciółmi na dobre i na złe. Nic nie mogło ich rozdzielić, przynajmniej tak myśleli.
Prawię codziennie trenowała. Gdy miała 4 lata jak zawsze o około godziny 15.00 była z pięcioma trenerami jakieś 2 km od siedziby klanu. Trenowali wyjątkowo trudne jutsu.
-Jeszcze raz!- powiedział zdenerwowany.
Wstała już zmęczona trzema godzinami treningu i znowu zaczęła.
-Dameeji kiri no jutsu- wykonała znaki i niestety znów upadła, ale tym razem straciła przytomność.
-Cholera, parę godzin uczymy jej tego samego, a ona nic, ja nauczyłbym się na pewno szybko.- powiedział jeden z nich z uśmiechem.
-Machi, nie możesz, to jutsu tylko ona potrafi zrobić, ponieważ jest ono dostosowane do demona, a ty nawet jak byś miał go w sobie, nie umiałbyś tego zrobić.- powiedział kpiąco Hayashi.
-To nieprawda, na pewno tak by...- nie dokończył, bo usłyszał, że inny z trenerów krzyczy. Gdy odwrócił się, zobaczył, że jeden z sennin'ów, a mianowicie Orochimaru zabija członka jego rodziny, Kyoku.
-Ty jesteś Orochimaru!- pokazał palcem drżącą ręką.
-Tak- powiedziawszy to zaczął iść w ich stronę- wiecie po co przyszedłem.- raczej stwierdził niż zapytał.
-Nigdy jej nie oddamy!- Sakai i Sakazuki zaczęli walczyć z wrogiem, a pozostali uciekli z Yuki w stronę posiadłości ich klanu. Sennin szybko zabił ich i ruszył za pozostałymi. Biegł szybko po drzewach.
-Machi, idź. Ja spróbuję go zatrzymać.- pewny, że zginie powiedział
Hayashi.
-...Masz rację- przytaknął.
Biegł ile sił w nogach. Słyszał jak Orochimaru zabija jego przyjaciela, ale musiał to zignorować. Nie był wystarczająco szybki. Wężowaty stał przed nim. Machi wycofał się, położył Yuki na drzewie i przystawił jej kunai do gardła.
-Nie ruszaj się,bo ją zabiję!- zagroził.
-Nie zrobisz tego.-powiedział kpiąco.
-Dlaczego?!- krzyknął.
-Bo ci na to nie pozwolę.- zjawił się przed nim i wbił mu miecz w serce. Padł martwy na ziemie. Orochimaru wziął Yuki i uciekł.
Po paru godzinach klan Sakebi wysłał paru ludzi, żeby zobaczyli dlaczego nadal nie wrócili z treningu.
-Popatrzmy tam.- powiedział Kinoko.
-Dobrze-biegli, nie znaleźli nic dopóki Kettei nie spojrzał na dół-zobacz, to chyba... Machi!- Byli już przy nim.
-Cholera, to on! Kettei, wracasz powiedzieć, że ktoś zabił wszystkich i porwał dziewczynę.- wydał rozkaz. Kinoko zawołał wszystkich i zaczęli szukać Yuki. Szukali, ale nic nie znaleźli. Dołączyło do nich sporo utalentowanych tropicieli, lecz także nic nie znaleźli. Wrócili wściekli zdać raport.
(YUKI)
Gdy obudziłam się, byłam w pokoju bez okien. Nic nie widziałam i nie byłam zmęczona. Chyba długo spałam. Wstałam i wyszłam na korytarz przez drzwi, które ledwo znalazłam. Nie wiedziałam gdzie jestem, nie znałam tego miejsca.
-Gdzie...ja jestem?- zapytałam cicho samą siebie.
Szłam korytarzem bez celu myśląc, że kogoś znajdę. Nie bałam się ciemności, jaka tu panowała. Przyzwyczaiłam się do tego. Po pewnym czasie zmęczyłam się i usiadłam. Miałam zamknięte oczy, usypiałam, aż naglę ktoś podszedł do mnie i szturchnął.
-Hej, nic ci nie jest?- zapytał nieznajomy.
Przestraszyłam się go i wyjęłam kunai, próbowałam zabić szarowłosego, ale byłam zbyt oszołomiona. Nie wiedziałam kim jest, gdzie jestem i co się stało. Gdy tak myślałam straciłam uwagę i nie zauważyłam kiedy okularnik stanął za mną z moim kunai'em przy mojej szyi.
-Można powiedzieć, że tak.- powiedział sam do siebie z uśmiechem.
Odstawił moją broń od szyi i oddał mi na wznak, że nic mi nie zrobi.
Wzięłam go.
-Kim jesteś i gdzie jestem?- powiedziałam już spokojnie.
-Jestem Kabuto, a ty jesteś w kryjówce Orochimaru-sama.
Gdy usłyszałam imię ''Orochimaru" zdziwiłam się.
-Słyszałam jak Machi-san mówi o nim z Hayashi'm. Jest nukeninem z Konohy, ale nie wiem o nim o wiele więcej ...opowiedz mi o nim.- poprosiła.
Kabuto był zdziwiony moją reakcją, nie wiem jakiej się spodziewał.
-Jesteś taka spokojna- zdziwienie przeszło z chytry uśmiech-musiałaś dużo przeżyć. Choć ze mną.
-Gdzie?- spytałam się, choć wiedziałam jaka będzie odpowiedź, ale wolałam się upewnić.
-Do Orochimaru-sama, a myślałaś, że gdzie chce cię zaprowadzić?
-Nie ważne.- powiedziała obojętnie.
Tak wogóle to nie wiedziałam gdzie indziej miałby mnie zaprowadzić. Poszliśmy dalej. Po paru minutach doszliśmy do wielkiej bramy. Kabuto otworzył je. Nie było tam jasno, nie widziałam dużo, ale poradziłam sobie. Szłam za nim.Rozglądałam się dookoła. Nagle okularnik zatrzymał się,a ja także to zrobiłam. Przed nami stał wielki kamienny "tron". Siedział na nim Orochimaru. Patrzyłam na niego, bałam się, ale nie pokazywałam tego po sobie. Nie wiedziałam tego co powie i właśnie tego się przeraziłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz