Opowieść o dziewczynie spowitą ciemnością i nienawiścią. Czy znajdzie przyjaciół, którzy pomogą jej odnaleźć szczęście?
niedziela, 23 grudnia 2012
GOMEN
WIELKIE GOMEN!!!!!Zbytnio teraz do końca świąt nie mogę pisać notek, ale jak już wrócę do domu to postaram się wstawić notkę jak najszybciej. Jeszcze raz GOMEN.
sobota, 8 grudnia 2012
6.Pożegnanie
Napisałam następną notkę,mówię, że to nie będzie tak samo jak w mandze Naruto choć cień prawdy zostanie...ale cóż nie mogę jeszcze zdradzić co to za prawda. Dzisiaj notka+dodatek ode mnie (sama pisałam na informatyce jakiś czas temu, bo mi się nudziło, a miałam czym pisać i na czym, więc pisałam zamiast się obijać :)
*Narrator*
Dziesięć dni mija od rozpoczęcia misji rodziców młodego Sasuke, który niecierpliwie czeka na informacje od brata, który także nic nie wie.W tym czasie Itachi ma trzydniową misje i zostawia swojego brata z przyjaciółką jego mamy.
-Gdzie są rodzice,Itachi?-zapytał młodszy Uchiha.
-Nie wiem, ale na pewno niedługo wrócą.-odpowiedział.
Sasuke poszedł do swojego pokoju ze spuszczoną głową, a drugi czarnooki poszedł do kuchni. Po paru minutach dwóch członków ANBU stało pod ich domem, Itachi poszedł im otworzyć, gdy zobaczył ich maski otwierał usta, aby coś powiedzieć, lecz uprzedzili go.
-Uchiha Itachi, masz zjawić się u Hokage-sama najszybciej jak się da.-po wypowiedzeniu tych słów kruczoczarny przytaknął i z poważną miną już miał wychodzić, lecz zatrzymał go jego brat.
-Coś się stało?Dlaczego ANBU tu przyszło?-zapytał szybko.
-Nie wiem, ale muszĘ iść, Hokage-sama wzywa.-odpowiedział po czym wyszedł.
*Itachi*
Wiedziałem, że to musi być coś ważnego, więc śpieszyłem się. Po dziesięciu minutach byłem już przed drzwiami biura, które pamiętałem bardzo dobrze, czułem, że to co powie Sarutobi zmieni moje życie...na gorsze. Zapukałem, a po usłyszeniu częstego "Wejść" przekroczyłem próg i stanąłem przed najsilniejszym Shinobi Wioski Ukrytej w Liściach.
-Dzień dobry, wzywał mnie pan?-zapytałem trochę zdenerwowany całym zajściem.
-Tak, mam przykrą wiadomość.-powiedział smutno, zmarszczyłem brwi, moje przeczucia niestety były prawdziwe.-Twoi rodzice zostali zabici na misji.
Odruchowo zacisnąłem pięści, było mi smutno, ale twarz pozostała taka sama-beznamiętna.
-Kto?-pytanie padło z moich ust po paru minutach ciszy.
-Nie wiem. prowadzimy śledztwo, ale jak na razie nie mamy zbyt wielu dowodów na kogokolwiek. Przypuszczam, że to ci sami co zabili twój klan TAMTEGO dnia.-wkurzyłem się."Nie dość, że nie załatwili TAMTEJ sprawy to jeszcze tej nie umieją zrobić porządnie, tym razem muszę wiedzieć kto to zrobił, zemszczę się"
-Czy to już wszystko?-spytałem z nadzieją, że będę mógł już iść.
-Nie, mam dla ciebie misje, którą tylko ty możesz zrobić, tylko do ciebie mam pełne zaufanie, Itachi.-zmrużyłem oczy, jak mówi, że ma zaufanie do mnie to znaczy, że szykuje się coś większego.
-Jaka to misja?-spytałem beznamiętnie.
-Akatsuki.-zamknąłem oczy, czy ja się przesłyszałem?!
-Szpieg?-odpowiedziałem spokojnie otwierając oczy, ale w środku kłębiły mi się myśli dotyczące nie tylko głupoty Sarutobi'ego.-Dlaczego nie ma tu starszyzny?
-Wyszli, ponieważ ja tak zarządziłem, ale oni wiedzą.-"A jakżeby inaczej"
-Trzeba mieć tą organizację na oku, a jako, że ty jesteś na ich poziomie to nadajesz się, przyjmą cię.-odpowiedział ze stoickim spokojem. Zmrużyłem złowrogo brwi, nie wiedziałem co robić. To by oznaczało, że muszę zostawić Sasuke, a tego nie chce, a do tego mogą wrócić zabójcy mojego klanu i go zabić, ale wiem, że jak Hokage-sama wtajemniczył mnie w to, to nie odpuści tak łatwo.
-Nie martw się, zapewniam cię, że jak odejdziesz nikt nie zabije twojego brata, już ja o to zadbam.-powiedział jakby czytał mi w myślach-Czasami trzeba się poświęcać dla różnych celów,a...-nie dokończył, bo już zdenerwowany Uchiha nie mógł wytrzymać, żeby nie dopowiedzieć czegoś od siebie.
-...a cel uświęca środki. To chciałeś powiedzieć, prawda?-zapytałem z przekąsem.
-Tak, ale co do tej misji masz wybór. Jutro powiesz mi co wybrałeś.-gdy byłem już przy wyjściu z gabinetu powiedział jeszcze-Pamiętaj, tylko tobie mogę ufać.
-Jutro przyjdę, muszę nad tym pomyśleć.
Gdy szedłem myślałem o jednym"Co mam zrobić, przecież nie chce zostawić Sasuke...ale Hokage ma do mnie zaufanie, a jak nie przyjmę tej misji to stracę je. Cholerny Sarutobi, powiedział, że ma do mnie zaufanie tylko po to, żebym myślał o tym w ten sposób, jest dobry w psychiczne gierki, nawet,aż za dobry." Doszedłem do domu, czekał na mnie tam mój brat, "Dlaczego to mnie spotyka?"
-Itachi, dlaczego cię tak długo nie było, o czym rozmawiałeś?-spytał ciekawski.
-Sasuke, ja....powiem ci później.-odpowiedziałem wymijająco.
-Proszę, powiedz, proszę.-"Nie powiem mu przecież: Rozmawiałem o tym, że ktoś zabił naszych rodziców, a tak wogóle to mam misje długoletnią, więc parę lat mnie nie będzie, a teraz przepraszam, ale muszę się pakować, bo już nie mogę się doczekać, aby dołączyć do Akatsuki." Z tym ostatnim to przesadziłem, ale chodzi to to,że nie chcę zostawić go samego. Musze podjąć decyzję teraz, więc postanowiłem....
-Powiesz?-zapytał coraz bardziej ciekawy.
-Chcesz to teraz usłyszeć, WSZYSTKO?-zaakcentowałem ostatnie słowo.
-Tak.-przytaknął.
-Ktoś zabił naszych rodziców na misji.-jego oczy zwęziły się i poleciały łzy.Przytuliłem go.
-K-kto t-to z-zro-zrobił?-zapytał przez łzy.
-Nie wiem,ale Hokage-sama już nad tym pracuje.
Poszedłem z nim do jego pokoju,położył się spać, a ja myślałem nad propozycją Sarutobi'ego. Po kwadransie poszedłem do siebie i myślałem, nagle przypomniałem sobie słowa mamy, zanim wyruszyła na tą nieszczęsną misje.
-Miała mi coś powiedzieć po powrocie.-powiedziałem i to teraz był cel moich rozmyślań, aż nie zasnąłem.
*Narrator*
Gdy Sasuke rano obudził się, robił to co zwykle, tylko ze spuszczoną głową i bez żadnego słowa powlókł się do szafy, wziął ubranie i poszedł do łazienki. Po godzinie wyszedł ubrany i umyty.Do kuchni szedł nadzwyczaj cicho. Zjadł śniadanie i czekał na Itachiego, którego wybyło z domu. Nie wiedział gdzie jest. Nagle...
*Itachi*
Byłem w gabinecie Sarutobi'ego, żeby powiedzieć co wybieram. Choć nie jestem jeszcze tego pewien.
-Witaj, Itachi, mam nadzieje, że wybrałeś rozsądnie.-powiedział na wstępie z cygarem w buzi.
-Sam nie wiem do końca jaką decyzje wybrałem, ale myślę,że najlepiej jeśli...
*Narrator*
Biegł przez las znaleźć kryjówkę Akatsuki, Sarutobi powiedział mu, że sam musi ich znaleźć.Ciągle myślał tylko o jednym-Co będzie z Sasuke?
*Sasuke*
Nagle do drzwi ktoś zapukał. Nie wiedziałem kto to. Nie był to mój brat, bo do własnego domu się nie puka, poszedłem i otworzyłem drzwi. Gdy zobaczyłem tak dobrze znaną mi twarz wyrytą na górze Hokage zdziwiłem się.
"Co tu robi Hokage?"-pomyślałem
-Witaj, Sasuke. Nie mam dobrych wieści.-powiedział ze smutną miną.
-Co się stało?!Gdzie jest Itachi?! Stało mu się coś?!-wypytywał.
-Sasuke, już wiem kto zabił twój klan...włącznie z twoimi rodzicami...to jest...
*Itachi*
Stanąłem, dopiero godzinę biegnę, ale chce jeszcze ostatni raz spojrzeć na Konohe przed odejściem. Siadam i patrze. Ludzie chodzą wszędzie, tyle ich jest, że nie ,można zliczyć. Czuję jakby minęło 5 minut, a tak naprawdę to 2 godziny. Nagle wyczuwam chakre, nie jest silna, ja znam ją. Czekałem tylko na niego, w końcu przyszedł. Ze łzami w oczach Sasuke podchodzi bliżej, dzielą mnie od niego jakieś 5 metrów.
-Bracie, dlaczego?-spytał łamiącym się głosem-Dlaczego zabiłeś naszą rodzinę?
*Narrator*
-Co się stało?!Gdzie jest Itachi?! Stało mu się coś?!-wypytywał.
-Sasuke, już wiem kto zabił twój klan...włącznie z twoimi rodzicami...to jest...Uchiha Itachi. Właśnie ucieka. ANBU go szuka.
Nie mógł w to uwieżyć.. "Itachi, którego znam nie zrobiłby tego, nigdy!A jednak..."stał z rozdziawioną buzią, aż w końcu się ocknął.
-Gdzie pobiegł?!-spytał groźnie. W jego oczach zalśnił sharingan. Hokage nikle się uśmiechnął.
*Itachi*
Byłem w gabinecie Sarutobi'ego, żeby powiedzieć co wybieram. Choć nie jestem jeszcze tego pewien.
-Witaj, Itachi, mam nadzieje, że wybrałeś rozsądnie.-powiedział na wstępie z cygarem w buzi.
-Sam nie wiem do końca jaką decyzje wybrałem, ale myślę,że najlepiej jeśli...powiesz Sasuke, że to ja wybiłem klan, łącznie z rodzicami.-Sarutobi'emu aż wypadło cygaro, stał i wpatrywał się we mnie z nieukrywanym zdziwieniem. Zaczynało mnie to denerwować, ale nie to jest teraz ważne.
-D-dlaczego!?-nie mógł zrozumieć mojej decyzji.
-Nie chce,żeby był słaby, a w ten sposób stanie się silny i nie chce, żeby myślał, że misja jest ważniejsza od niego,bo nie jest, ale on pewnych rzeczy nie rozumie.-Czasami trzeba się poświęcać dla różnych celów,a...-było tak samo jak wczoraj tylko ze zmianą ról.
-...a cel uświęca środki. To chciałeś powiedzieć, prawda?-chyba dobrze to zapamiętał, bo powiedział co ja wczoraj. Słowo w słowo.
-Będzie mnie nienawidził za to, ale tylko w ten sposób dosięgnie potęgi. Nie możesz mu nic powiedzieć, kto jeszcze wie o tym?-spytałem.
-Starszyzna i Danzou.
-Musze mu jeszcze coś powiedzieć. Idź do niego i powiedz mu o tym. Ma iść mnie szukać, będę czekać.-skończywszy dialog Sandaime patrzył jak wychodzę. Chyba nadal nie rozumiał mojego postępowania, ale to nie jego sprawa.
*Narrator*
-Bracie, dlaczego?-spytał łamiącym się głosem-Dlaczego zabiłeś naszą rodzinę?
-Bracie, dlaczego?-spytał łamiącym się głosem-Dlaczego zabiłeś naszą rodzinę?
-Głupi braciszku.-powiedział
-DLACZEGO!?-krzyknął.
-Żeby sprawdzić do czego jestem zdolny.
-Jak mogłeś?
-Jeśli chcesz mnie zabić nienawidź mnie. Uciekaj i żyj, żyj w hańbie, a kiedy będziesz miał takie same oczy jak ja....przyjdź i zemścij się jeśli uda ci się przeżyć do tego czasu.-po tych słowach odwrócił się,spojrzał ostatni raz na brata. Jedna łza poleciała po jego policzku niczym księżyc, czysta, szczera i samotna.Odwrócił się znowu i odszedł. Dla niego zaczyna się nowe życie, nowy brzask.
A teraz DODATEK, będzie nim jako taki wiersz, mam ich więcej(chociaż niektórych nie mogę tak nazywać), ale ten chce dać o...zawsze jestem smutna jak o tym mówię, chce mi się wtedy starszyznę, Danzou i Sandaime Konohy nie mogę powiedzieć o wszystkich, że zabić(chociaż jakby się nauczyło Edo Tensei...?Ale nie, jak można by było mówić Kabuto-sensei? Już wolę mówić na niego Kabuciak...z kotem mi się kojarzy, takim słodziutkim XD...wracając do tych głupców to starszyznę zabić,spalić,poćwiartować i tp. nienawidzę tych pajaców, wszystkich ich do Akatsuki odstawić, oni już będą wiedzieli co z nimi zrobić, a wracając do tematu głównego to chciałabym pokazać ostatnie chwilę Itachi'ego(Sasuke zabija go) i mówi pamiętne ostatnie słowa. Itachi na zawsze zostanie w moim sercu jak cała manga Naruto, ale to co zrobił Itachi...zawsze myślę sobie o nim jak o dobrym człowieku, którym ja uważam, że był. Chciałabym mieć takiego przyjaciela.
"Przepraszam"
Idę do Ciebie.
Podnoszę się prawie nieżywy.
Ledwo stoję, lecz Ja się nie poddaje.
Ciężko oddycham, ale to nie jest najgorsze.
Patrze moimi krwawiącymi oczami
i widzę mojego brata.
Pełen strachu i przerażenia cofa się
przy każdym moim kroku.
Kocham go, lecz On o tym nie wie
i nigdy się nie dowie.
Los nie jest mi przychylny.
Zbliżam się coraz szybciej
do końca mojego nędznego życia.
Dotykam jego czoła i mówię
z uśmiechem na twarzy:
"Przepraszam, Sasuke, ale to będzie już ostatni raz.
sobota, 1 grudnia 2012
5.Tajemnica
Posiadłość Sakebi'ch
*Narrator*
U Sakebi'ch zrobiło się duże zamieszanie, ale nie wszyscy wiedzieli o co chodziło. Dzisiaj głowa rodziny miał ogłosić swojemu klanowi prawdę na temat młodej dziewczynki, której nie było z niewiadomych powodów w posiadłości. Oczywiście niektórzy wiedzieli, ale znaczna większość nie, więc trzeba było wyjaśnić całą sprawę.
W sali zebrali się wszyscy z rodziny prócz dzieci. Usiedli i mężczyzna mający około 25 lat zaczął swoje przemówienie. Zebranie trwało około dwie godziny. Młoda kobieta, żona głowy rodziny, blondynka o ciemnych zielonych oczach wyszła i skierowała się do kuchni przemyśleć wszystko. Słyszała od swojego męża wcześniej informacje o małej Yuki, ale teraz zaczęła się zastanawiać co ma zrobić rodzina. To właśnie ta dziewczynka miała być ich siłą, a teraz to tylko marzenia, znaleźli dowody na to, że to Orochimaru ją porwał, ale jakoś nie mogła w to uwierzyć, a może nie chciała? No cóż...ważne jest to, że już nie da się zdobyć potęgi, nie da się wynegocjować z tym gadem nic, zostaje tylko głupia bezsilność. Myślała by dalej, gdyby nie kręcące się jej dzieci pod nogami. Chłopiec i dziewczynka mieli około 3 lata. Byli nimi niebieskooki blondyn i szatynka o piwnych oczach.
-Mamo, o czym mówił tata na zebraniu?- spytał Keibatsu.
-Orochimaru-jego imię wypowiadała z pogardą-porwał Yuki.-oczy chłopca powiększyły się. Dziewczynka stojąca obok niego zaczęła płakać.
-J-jak t-to p-porwał.-Tsubame (bo tak miała na imię ta dziewczynka- dop. aut.) powiedziała między przerwami płaczu.
-Przykro mi, wiem, że była waszą przyjaciółką, ale musicie się z tym pogodzić.-powiedziała prawie beznamiętnie, można było usłyszeć w jej głosie nutkę kpiny.
-NIE! DLACZEGO!?-krzyknął chłopczyk.
Nie mógł sobie z tym z tym poradzić tak samo jak jego siostra i zaczął płakać..
-Chociaż dobrze, że nie uciekła. Wiem, że jest wam ciężko, rozumiem was,przyk...-nie dokończyła jakże swojej wspaniale rozweselającej wypowiedzi.
-NIE, WŁAŚNIE NIE WIESZ! NIENAWIDZICIE JEJ, ONA NAWET NIE BĘDZIE CHCIAŁA TU WRACAĆ PRZEZ WAS!-po wypowiedzeniu słów, na które kobieta nie wiedziała jak odpowiedzieć wyszedł ze swoją siostrą. Niezbyt przejęta matka poszła zrobić sobie kawę i wzięła gazetę.
2 lata później
Konoha
*Narrator*
Minęło 5 lat od porwania Yuki, a śledztwo nadal nie wyjaśniło kto zabił niemalże cały klan Uchiha. Mikoto i Fugaku chcieli zapomnieć o tym, że teraz zostali na świecie jedynie czterech Uchiha, chcieli zapomnieć o córce, którą nie dane było im z poznać bliżej niż tylko z wyglądu. Itachi nie pytał się o Yuki, a jak już to chodziło o wygląd, a nie o jej "śmierć". Chyba chciał o niej zapomnieć, przynajmniej tak wydawało się rodzicom Itachi'ego. Oni nie wiedzieli, że nie do końca wierzy w ich wersje o jego siostrze, a jak sami nie mówili o co chodzi to czekał, aż mu powiedzą, Sasuke też by chciał wiedzieć prawdę, ale on nie wie, że to kłamstwo. Jest jeszcze młody i nie rozpoznaje tego. Itachi czekał długo i nie wie czy wytrzyma. Tak bardzo chciałby znać prawdę. Nie dawało mu to spokoju już od dłuższego czasu. Może spróbować i się dowiedzieć lub żyć w błogiej nieświadomości. Co wybierze? To już jego sprawa.
*Yuki*
Uczyłam się tak jeszcze przez wiele lat, a w tym samym czasie nałożyłam na siebie maskę obojętności, którą nawet jakbym chciała zdjąć-a nie chce-nie udałoby mi się, już nie umiem okazywać uczyć. Może jedynie pogardę i nienawiść do ludzi. "Jak ja ich nienawidzę, gardzę wszystkimi na tym świecie za to, że po prostu są." Życie nauczyło mnie patrzeć na świat inaczej, z drugiej strony medalu, mój światopogląd zmienił się całkowicie właśnie przez nauki Orochimaru-sama. Teraz jak zabijam ludzi to nie żałuje, na pewno coś złego w życiu zrobili..Kocham na świecie dwie osoby, które przypominają mi o moim człowieczeństwie. Może nie utraciłam go na zawsze? Kei-niichan i Tsu-neechan. "Ciekawe co tam u nich."-uśmiechnęłam się do swoich myśli.
*Itachi*
-Itachi, idziemy na misję, popilnujesz brata przez tydzień?-powiedział moja mama.
-Oczywiście, jaka to misja?-zapytałem.
-Przepraszam, ale to tajna misja, więc nie mogę nic powiedzieć.-westchnąłem.
-Kiedy wyruszacie?
-Jutro rano.-powiedziała ciągle się uśmiechając.
-Dobrze, ale wracajcie szybko, Sasuke chciałby, żebyście byli na rozpoczęciu w akademii.
-Oczywiście, że będziemy na czas.-jeszcze bardziej się uśmiechnęła.
-Nie wiem czy moje przypuszczenia są poprawne, ale..chyba coś ukrywacie przede mną...z TAMTEGO dnia.-jej uśmiech zbladł, ale starała się to ukryć, przez chwile można było zobaczyć, że jest smutna, teraz wyglądało to na imitację uśmiechu.
"Nie chce go okłamywać, ale mieliśmy zachować dyskrecje."-myślała nad czymś, gdy wpatrywałem się w nią.
-Co? O czym ty mówisz?-zapytała z wymuszonym uśmiechem.
-Myślisz, że tego nie widzę, ciągle coś wam zaprząta głowy.
-Porozmawiamy jak ja i Fugaku wrócimy.-powiedziała ze spuszczoną głową.
"Więc jednak miałem rację."-pomyślałem
-Nic nie mów nikomu o naszej rozmowie.-poszła na misje, a ja rozmyślałem jaka może być prawda. Leżałem w swoim łóżku i zanim się zorientowałem zasnąłem."Świat jest dziwny, taki nieprzewidywalny i niebezpieczny, ale czym byłby spokój dla shinobi?Marzeniem."
Subskrybuj:
Posty (Atom)