SZPITAL W KONOHA-GAKURE
(NARRATOR)
-Czy to…?-zapytała zdziwiona czarnooka.
-Tak.- odpowiedział także zdziwiony ojciec
-To jest, przecież legenda.- prawie się rozpłakała.
-Wiedziałam! Te pielęgniarki dziwnie się na nią patrzyły.-powiedziała prawię krzykiem.
-Od teraz musimy ją chronić, ją i jej oczy. Wielu chciałoby mieć najsilniejsze Kekkei Genkai jakie kiedykolwiek istniało.-dokończył Fugaku. Pielęgniarki przyszły minutę po wypowiedzi Uchih’y, jedna z nich zabrała ją, natomiast druga została. Ta co poszła miała krótkie czarne włosy i brązowe oczy. Pielęgniarka, która nadal była w sali była niebieskooką długowłosą blondynką. Pielęgniarka zabrała Yuki pod pretekstem zbadania jej. Blondynka została chcąc wyjaśnić ich pośpiech.
-Mikoto-san, Fugaku-san…mam przykrą wiadomość. Zapewnie wiecie o jej niezwykłych oczach?-odczekała, aż odpowiedzą, choć już wiedziała.
-Tak.-odpowiedzieli wspólnie.
-…do tego jeszcze ma w sobie demona. Nazywa się Kamishi.- Nie mogli w to uwierzyć, a raczej nie chcieli. Demon i Sharinnegan. To właśnie ona jest przepustką do władzy nad światem. W niepowołanych rękach mogłaby rozpocząć się wojna. Wystarczyła chwila nieuwagi i mogli stracić swoje dziecko. To ich przerażało.
-Gdzie ona jest!?- zapytała zdenerwowana matka.
-W tej chwili pieczętują moc demona-mówiła spokojnie-oddam ją pani za jakąś godzinę, a Sasuke będzie mógł wyjść jutro rano. Proszę się nie martwić.-Gdy zamknęła drzwi od sali, uśmiechnęła się chytrzę, prawię niezauważalny. Nie wiedzieli, że jest z klanu Sakebi, a nawet jakby wiedzieli to nie przypuszczaliby, że to jej klan w tej chwili morduje ich klan. Gdy oddała Yuki widzieli, że na jej brzuchu znajduje się pieczęć. Była w kształcie gwiazdy, wokół, której zapisane jakieś znaki.
-Nie ważne jakie ma oczy, to moja córka i będę ją kochała tak samo jak Sasuke i Itachi’ego.- powiedziała z troską
-To prawda, nie ocenia się ludzi po wyglądzie.-dokończył Fugaku.
Wtedy trzech ninja wybiło szpitalną szybę. Po ich posturze widać było, że to mężczyźni.
-Czego chcecie!?- zapytała
-Oddajcie demona.- powiedział największy z nich.
-Skąd…?Skąd wiecie?!- prawie krzyknęła Mikoto
-Uważaj, bo ci powiemy.-z kpiną powiedział drugi.
-Więc oddacie po dobroci czy …-nie dokończył, ponieważ już zniecierpliwiony Fugaku zaczął walkę jednym krótkim, lecz stanowczym słowem. Nie powiedział tego ze złością czy nienawiścią. Tylko ze strachem … strachem o swoją rodzinę.
-Nigdy!- powiedział Fugaku.
Wyskoczył przez okno robiąc dwa klony cienia, tym samym wypychając ich. Wszyscy byli już na dworze. Pobiegł do lasu poza obszar wioski i zaczął prawdziwą bitwę.
-Katon: Gookayuu no jutsu.- wystrzelił kulą ognia w stronę przeciwników, lecz uciekli poza obszar ognia.
-Suiton:Bakusui shooha no jutsu.- wielki strumień wody wyleciał na Fugaku. Nie spodziewał się tego, ponieważ
nie ma tu dostępu do wody, przez co ledwo uniknął ataku. Widać było, że to silni wrogowie.
-Suiton: Mizurappa- krzyknął następny, ale już wiedział, że drugi może też robić techniki wodne bez wody, więc był przygotowany.
-Katon: Housenka no jutsu.- Kule ognia poleciały na nich, lecz nie dosięgnęły celu. Gdy już miał zacząć walczyć, zobaczył, że jednego z nich brakuje.
„Gdzie ten trzeci?!”- w myślach zapytał sam siebie. Wypatrywał go, ale na próżno. Dziwiło go, że przeciwnicy nie atakują. Po krótkim czasie przyszedł, ale z … Yuki. Chciał zaatakować, ale nie chciał skrzywdzić córki. Zaczęli uciekać i niestety udało im się. Gdy Fugaku zgubił ich trop wrócił do Mikoto.
-Nic ci nie jest?- zapytał z troską.
-Nic.-odpowiedziała
W pokoju zastała niezręczna cisza.
-Przepraszam, nie udało mi się.- zniżył głowę, żeby nie patrzeć w oczy kobiety.
-Nie- pokręciła głową-to nie jest twoja wina. Ich było trzech, ty byłeś tylko jeden.
Jutro wyszli z Sasuke i od razu poszli do Hokage. Opowiedzieli zdarzenie. Rodzina Uchiha tak jak trzeci chcieli to zataić.
-Nie możecie powiedzieć także Itachi’emu.- powiedział poważnie Sarutobi.
-Dlaczego?!- spytała zdziwiona Mikoto.
-Jeśli ma to być zatajone to szczególnie on nie może o tym wiedzieć. Jeżeli złapie go wroga wioska, może zacząć szukać jej. Ona żyję. Ktoś dowiedział się o tym tak szybko. Może to ktoś ze szpitala…-po zamyśleniu opowiadał dalej- ANBU sprawdzi tą sprawę. Jak się czegoś dowiem to od razu was powiadomię.
-Dziękujemy.-powiedziawszy to odeszli. Nic nie mówili, a Sasuke spał. Mikoto dopiero przy bramie przełamała niezręczną cisze.
-Wiesz… musimy coś powiedzieć Itachi’emu, cokolwiek.
-Wiem.-patrzył się przed siebie.
-Nie chcę go okłamywać!- powiedziała smutno.
-Powiedzmy, że…-nie dokończył, ponieważ wzrok miał utkwiony na ciałach porozrzucanych wszędzie. Gdzie się nie spojrzał tam była także krew. Mikoto przeleciały dreszcze strachu, obrzydzenia i paniki. Nie ruszyła się z miejsca gdzie stała. Przytuliła mocniej Sasuke i zamknęła oczy, po jej policzku zaczęły lecieć łzy, natomiast Fugaku podbiegł do pierwszego lepszego ciała i sprawdził puls. Tak jak się spodziewał ten ktoś nie żył. Tak jak reszta.
-Mikoto, wracaj z Sasuke do domu, a ja idę do Hokage-sama. Nie czuję tu innej chakry, więc nic wam się nie stanie. Jak powiedział tak zrobiła. Gdy wybiegał z posiadłości przed bramą szedł ktoś. Zatrzymał się chcąc zobaczyć czy to wróg. Dokładnie oglądał, po chwili podbiegł do niego. Tym kimś był…